"Państwo teoretyczne" nie jest w polskich dziejach zjawiskiem nowym. Od pięciuset lat Polacy narzekają na niesprawną administrację publiczną, niesprawiedliwe sądy, anarchizacje życia publicznego, prywatę, nepotyzm i kumoterstwo. Państwo z tektury to problem strukturalny wrośnięty w polską kulturę polityczną i obecny od kilkuset lat. Słabość polskiej państwowości jest ugruntowana kulturowo. Jej największym sojusznikiem i orędownikiem od setek lat pozostaje polska elita, której słabe państwo zwyczajnie się opłaca. Ostatnie dwie dekady pokazują, że program wyborczy ugrupowań politycznych, sprowadza się do znanego z czasów afery Rywina hasła: “Chwała nam i naszym kolegom. Ch... precz!". Rząd Prawa i Sprawiedliwości nie jest tutaj wyjątkiem, ale potwierdzeniem reguły. 

W ciągu dwóch lat Prawo i Sprawiedliwość przeorało porządek instytucjonalny w Polsce. Nie ma już Trybunału Konstytucyjnego, Sąd Najwyższy i Krajowa Rada Sądownictwa zostały spacyfikowane, media publiczne podporządkowane centrali partyjnej na Nowogrodzkiej, kolejnymi ustawami „kadrowymi” de facto zlikwidowano służbę cywilną. Na celowniku rządu są prywatne media i autonomia uniwersytecka.

"Dobra zmiana” czyli o zmianie, której nie było.

Chlubimy się, żeśmy wolny naród, a my jęczymy pod jarzem niewoli. Wszyscy to widzimy, a przecież lecimy w przepaść. Można powiedzieć, że królestwo nasze jest jak dom przechodni, jak gmach wiatrami skołatany, jak machina z gruntu zbutwiała i zawaliną grożąca. - Adam Czartoryski 1764

W ciągu dwóch lat Prawo i Sprawiedliwość przeorało porządek instytucjonalny w Polsce. Nie ma już Trybunału Konstytucyjnego, Sąd Najwyższy i Krajowa Rada Sądownictwa zostały spacyfikowane, media publiczne podporządkowane centrali partyjnej na Nowogrodzkiej, kolejnymi ustawami „kadrowymi” de facto zlikwidowano służbę cywilną. Na celowniku rządu są prywatne media i autonomia uniwersytecka. Sejm został sprowadzony do maszynki do głosowania. Obraduje rzadko, najważniejsze ustawy nie są poddawane społecznym konsultacjom, opozycja ma coraz mniej możliwości zabierania głosu. Parlament staje się ciałem bez znaczenia w procesie rządzenia. Ośrodek władzy politycznej znajduje się poza ramami wyznaczonymi przez konstytucję. Kaczyński powiedział kiedyś w wywiadzie z Teresa Torańską, że chce być “emerytowanym zbawcą narodu”. To świadome nawiązanie do Józefa Piłsudskiego. Tak jak on niegdyś zarządzał krajem z Sulejówka, tak dzisiaj prezes z willi na Żoliborzu pociąga zakulisowo za wszystkie sznurki. O ministerialnych nominacjach nie decyduje szef rządu, ale Jarosław Kaczyński, który nie odpowiada prawnie za swoje decyzje. Kolejne kryzysy pokazują, że struktura zarządzania państwem z tylnego siedzenia, prowadzi do paraliżu decyzyjnego i narastającego chaosu. Nowy “naczelnik państwa” nie jest wstanie ręcznie sterować całą aparaturą państwa.

W kraju szerzy się nepotyzm i kumoterstwo. Każdy z delfinów dobrej zmiany ma swoją koterię i swoją klientelę, którą musi nakarmić. Rządząca partia wyrzuciła już jedenaście tysięcy osób z administracji publicznej, w ich miejsce zatrudniając swoich akolitów. Najbogatszą spółką skarbu państwa zawiaduje były burmistrz Pcimia (z całą sympatią do Pcimia). Bez żenady na świetnie płatnych stanowiskach zatrudnia się rodziny polityków. W armii czystka goni czystkę. Najpierw Antoni Macierewicz wymiótł większość kadry dowódczej, a teraz ludzi Macierewicza wycina nowy minister. Pozycja międzynarodowa Polski jest najsłabsza od dekady. Nie wypaliła koncepcja Trójmorza, Grupa Wyszehradzka nie działa. Nasze bezpieczeństwo “wisi” na sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, które są do nas delikatnie mówiąc zrażone.

Mączak opisał funkcjonujące w XVII i XVIII wieku zjawisko klientelizmu. W sytuacji upadku aparatu państwa awans był możliwy jedynie dzięki służbie na dworze magnackim. Nowoczesne państwo oparte jest na zasadach profesjonalizmu. Awansuje ten kto jest zdolny i pracowity. W Polsce awans w strukturach państwowych oparty jest na znajomościach i lojalności wobec “patrona”. W III RP obserwujemy renesans zjawiska klientelizmu, który wypiera profesjonalną kadrę.

Mączak opisał funkcjonujące w XVII i XVIII wieku zjawisko klientelizmu. W sytuacji upadku aparatu państwa awans był możliwy jedynie dzięki służbie na dworze magnackim. Nowoczesne państwo oparte jest na zasadach profesjonalizmu. Awansuje ten kto jest zdolny i pracowity. W Polsce awans w strukturach państwowych oparty jest na znajomościach i lojalności wobec “patrona”. W III RP obserwujemy renesans zjawiska klientelizmu, który wypiera profesjonalną kadrę.

W „służbach” też nie dzieje się dobrze. Z szumnie zapowiadanej walki z korupcją nie zostało wiele. Najważniejsze afery - na czele z Amber Gold, aferą reprywatyzacyjną, SKOK Wołomin i aferą taśmową - są niewyjaśnione. Dziesiątki miliardów złotych rozpłynęło się w powietrzu. W aresztach siedzą figuranci albo słupy. Generał polskiej policji sabotuję międzynarodowe śledztwo w sprawie polskiego handlarza bronią, przełożeni policyjnych zabójców Stachowiaka dostają nagrody i emerytury. Za kilkaset milionów złotych powołano nową służbę do ochrony najważniejszych osób w państwie. Najważniejsze osoby w państwie jednak dalej regularnie biorą udział w wypadkach samochodowych, a ręcznie sterowana prokuratura nigdy nie znajduje odpowiedzialnych. W polskim państwie nikt za nic nie odpowiada.

Korekta polskiego dzikiego kapitalizmu okazała się płytka. Ograniczyła się właściwie do dwóch rzeczy: programu 500+ i podwyższenia minimalnej stawki godzinowej. Rząd niedawno ustanowił całą Polskę specjalną strefę ekonomiczną. Nie skąpi grosza, żeby ściągnąć słabo płatne miejsca pracy do Polski. Polska ciągle jest montownią Europy. Sny o budowie polskiego elektrycznego samochodu i hyperloop okazały się mrzonką. Konkurencyjność naszej gospodarki opieramy na taniej sile roboczej. Program mieszkanie plus (póki co) okazał się fiaskiem. Wprowadzone zmiany służą przede wszystkim deweloperom. Służba zdrowia jest w opłakanym stanie. Kolejki do lekarzy stale się wydłużają. Średnia wieku pielęgniarek przekroczyła pięćdziesiąt lat.

Pomiatanie pracownikami, mobbing i niskie płace. To codzienności wielu polskich zakładów pracy. Polska w XVI i XVII wieku oparła konkurencyjność swojej gospodarki na taniej sile roboczej i produkcji towarów, które nie wymagały zaawansowanych technologii i poziomej organizacji pracy. Dzisiaj znowu tak jest. W pracy dominują struktury hierarchiczne, brak zaufania i poddaństwo.

Pomiatanie pracownikami, mobbing i niskie płace. To codzienności wielu polskich zakładów pracy. Polska w XVI i XVII wieku oparła konkurencyjność swojej gospodarki na taniej sile roboczej i produkcji towarów, które nie wymagały zaawansowanych technologii i poziomej organizacji pracy. Dzisiaj znowu tak jest. W pracy dominują struktury hierarchiczne, brak zaufania i poddaństwo.

Nic dziwnego, że rząd próbuje uniknąć rozmowy o realnych problemach stojących przed Polską. Podobnie zachowuje się zresztą Platforma Obywatelska w samorządach. Uwagę opinii publicznej nie zajmują sprawy dotykające życia obywateli i ich realnych problemów, ale wojny kulturowe. Im sytuacja w kraju będzie gorsza tym możemy się spodziewać, że będzie ich więcej. Toczy się nieustająca bitwa o dobre imię narodu Polskiego, rzekomo szarganego przez cały świat. Dzięki działalności Ryszarda Czarneckiego świat usłyszał o polskich szmalcownikach. Dzięki nowelizacji ustawy o IPN o Jedwabnym i innych mało chwalebnych historiach z II Wojny Światowej. Rząd wpycha Polskę w rolę ofiary i jednocześnie zbawcy zgniłego Zachodu. Premier Morawiecki zapowiedział, że polska schrystianizuje Europę. Trwa wyścig na zmianę nazwy ulic i na to kto postawi większy pomnik. Niemal co tydzień powstają nowe muzea. Wszystko to podlane jest toporną propagandą sukcesu, która przebija na głowę nawet kampanię wyborczą Platformy Obywatelskiej w 2015 roku.

Jesteśmy rekordzistami świata w stawianiu pomników. To ulubione zajęcie polskiej klasy politycznej.

Jesteśmy rekordzistami świata w stawianiu pomników. To ulubione zajęcie polskiej klasy politycznej.

Brak alternatywy

Mimo pokładanych w PiS-ie nadziei, ugrupowanie nie spełniło swojej obietnicy naprawy państwa i wymiany elit. Nie ma żadnych przekonywujących dowodów, że Prawo i Sprawiedliwość przerwało to co Kaczyński nazywa imposybilizmem państwa. Polskie państwo dalej jest teoretyczne, a karton jest jego podstawowym budulcem. Ręczne sterowanie instytucjami zamiast je wzmocnić tylko je osłabiło. Widzimy ewolucję i nasilenie patologii charakteryzujących III RP. Prawo i Sprawiedliwość miało zerwać z arogancją władzy i zacząć rozwiązywać realne problemy Polaków. Zapału starczyło na kilka ważnych programów, reszta rozmyła się w codziennym „trudzie” rządzenia. Dlaczego Prawo i Sprawiedliwość musiało zawieść?

Dlatego, że Jarosław Kaczyński nie zmienił warunków gry. Logika rządzenia w Polsce nie zmieniła się. Kaczyński po prostu udoskonalił ją do perfekcji. Od dwudziestu lat obserwujemy demontaż instytucji państwa, obniżanie standardów debaty publicznej i zwycięstwo feudalnych stosunków społecznych. Polska coraz bardziej przypomina jeden wielki folwark, w którym zmieniają się jedynie zarządzający. Możemy wręcz mówić o zjawisku refeudalizacji. W folwarku jest miejsce tylko dla Panów i Chamów. Nie ma obywateli, są rządzący i poddani. Prawa folwarku obowiązują w wielkich korporacjach, małych firmach, na placówkach dyplomatycznych, w ministerstwach, urzędach, instytucjach kultury, organizacjach pozarządowych, na drogach i w przestrzeni publicznej. Pogardzamy i traktujemy z góry ludzi, którzy stoją niżej od nas w hierarchii. Pogarda jest językiem debaty publicznej, ale też rządzi naszymi codziennymi relacjami z ludźmi. Prawo silniejszego rządzi na naszych drogach. Widać to nie tylko w tolerowanym przez policję i straż miejską nielegalnym parkowaniu, ale też w agresji i wypadkach drogowych. Pogardę widać w masowym grodzeniu, niszczeniu krajobrazu i burzeniu zabytków.

Prawo silniejszego rządzi na polskich ulicach http://www.jaslo4u.pl/prawem-silniejszego-zablokowal-chodnik-newsy-jaslo-21594

Prawo silniejszego rządzi na polskich ulicach http://www.jaslo4u.pl/prawem-silniejszego-zablokowal-chodnik-newsy-jaslo-21594

Decyzje o przemalowaniu Centrum Onkologii podjęła jego szefowa profesor medycyny Elżbieta Starosławska. Budynek niszczy krajobraz starówki Lublina do dzisiaj.

Decyzje o przemalowaniu Centrum Onkologii podjęła jego szefowa profesor medycyny Elżbieta Starosławska. Budynek niszczy krajobraz starówki Lublina do dzisiaj.

Pogarda wobec spuścizny kulturowej to często spotykana postawa wśród elit. Budynek centrum handlowego na Placu Unii, który zniszczył założenie widokowej na Belweder zaprojektował znany architekt Stanisław Kuryłowicz, jego wysokość usprawiedliwiał znany varsavianista Jarosław Zieliński, ktory za pieniądze inwestora (!) wydał cykl przewodników po Warszawie. http://warszawa.wikia.com/wiki/Belweder

Pogarda wobec spuścizny kulturowej to często spotykana postawa wśród elit. Budynek centrum handlowego na Placu Unii, który zniszczył założenie widokowej na Belweder zaprojektował znany architekt Stanisław Kuryłowicz, jego wysokość usprawiedliwiał znany varsavianista Jarosław Zieliński, ktory za pieniądze inwestora (!) wydał cykl przewodników po Warszawie. http://warszawa.wikia.com/wiki/Belweder

Osiedle łanowe to polski wkład w światową myśl urbanistyczną. Osiedla powstają na łanach czyli dawna jednostka podziału pól wywodzących się jeszcze ze średniowiecza. Dzisiaj na łanach powstają całe osiedla, które stanowią komunikacyjny i planistycznych koszmar, są również bardzo drogie w utrzymaniu. To efekt rozmontowania systemu planistycznego w III RP. Feudalny podział ziemi decyduje o życiu setek tysięcy ludzi. Na zachodzie najpierw przeprowadza się scalenie i parcelację ziemi zanim zostanie wydane pozwolenia na budowę. To wymaga jednak sprawnego aparatu państwa i zdolności do przełamywania indywidualnych egoizmów. - http://soffia.eu/osiedle-sofia

Osiedle łanowe to polski wkład w światową myśl urbanistyczną. Osiedla powstają na łanach czyli dawna jednostka podziału pól wywodzących się jeszcze ze średniowiecza. Dzisiaj na łanach powstają całe osiedla, które stanowią komunikacyjny i planistycznych koszmar, są również bardzo drogie w utrzymaniu. To efekt rozmontowania systemu planistycznego w III RP. Feudalny podział ziemi decyduje o życiu setek tysięcy ludzi. Na zachodzie najpierw przeprowadza się scalenie i parcelację ziemi zanim zostanie wydane pozwolenia na budowę. To wymaga jednak sprawnego aparatu państwa i zdolności do przełamywania indywidualnych egoizmów. - http://soffia.eu/osiedle-sofia

Prawo i Sprawiedliwość szło do wyborów z hasłami wymiany elit. Po trzech latach rządów widać, że PiS jest naturalną częścią składową establiszmentu III RP. Spójrzmy na osoby zajmujące najważniejsze stanowiska w państwie. Na czele polskiego rządu znajdziemy crème de la crème polskiej inteligencji. Beatę Szydło - “kobietę z ludu” - zastąpił historyk-milioner Mateusz Morawiecki. Morawiecki jest tak bogaty, że musiał na gwałt ukrywać majątek i przepisać go na żonę, żeby nie drażnić wyborców PiS-u. Wicepremierami są dwaj profesorowie: Jarosław Gowin i Piotr Gliński. Wszystko trzyma w żelaznej garści doktor prawa Jarosław Kaczyński. Prezydentem jest również doktor prawa Andrzej Duda. W jego otoczeniu na pierwszy plan wysuwa się profesor socjologii Andrzej Zybertowicz. Wszyscy oni byli i są częścią pogardzanego przez obóz dobrej zmiany salonu. To przedstawiciele polskiej inteligencji – warstwy społecznej, która od 30 lat trzęsie polską polityką i polskim życiem społecznym.

Od lat rządzą ci sami ludzie, których mogliśmy podziwiać na zdjęciach z Magdalenki i Okrągłego Stołu. Większość to dobrzy znajomi. Od 1989 roku nie nastąpiła żadna wymiana elit. Rząd PiS-u jest potwierdzeniem tezy o oderwanej od życia elity, która traktuje państwo jak darmową stołówkę. Krystyna Pawłowicz to przyjaciółka Hanny Gronkiewicz-Waltz ze studiów. Prezydent Warszawy w latach 90-tych ściśle współpracowała z Ryszardem Czarneckim. Jarosław Kurski szef Gazety Wyborczej to brat Jarosława Kurskiego szefa Telewizji Publicznej. Jarosław Gowin zaczynał jako umiarkowany konserwatysta z PO by zostać wicepremierem Zjednoczonej Prawicy. Magdalena Ogórek wzruszała się Józefem Oleksym, kandydatką SLD na prezydenta RP, żeby w końcu zostać wojującą antykomunistką. W samorządach PO i PiS często się ze sobą dogadują. Tak jest chociażby w Krakowie i Warszawie. W Warszawie świetnie ilustruje to koalicja PO-PIS wokół budowy wieżowca przez kardynała Nycza i spółkę Srebrna. PiS zagłosowała za budowę wieżowca przez kardynała Nycza, w zamian za co PO zgodziło się na budowę wieżowca przez spółkę Srebrna. Sama historia Srebrnej to III RP w pigułce: od uwłaszczenia się na publicznym majątku, przez agresywną deweloperkę i brudne deale z rzekomymi przeciwnikami politycznymi w celu wyburzenia zabytkowego budynku i zarobienia setek milionów złotych przez prywatną spółkę powiązaną z politykami. Nic dziwnego, że wielu obywateli ma wrażenie, że ich głos nie ma znaczenia. Nie ważne na kogo zagłosują, dostaną podobnych politykę i te same stare twarze.

Dwie liderki polskiej prawicy, dwie profesorki prawa. Kiedyś się przyjaźniły, dzisiaj są po przeciwnych stronach barykady.

Dwie liderki polskiej prawicy, dwie profesorki prawa. Kiedyś się przyjaźniły, dzisiaj są po przeciwnych stronach barykady.

Jarosław Kaczyński kiedyś pozostawał w serdecznych relacjach z Donaldem Tuskiem. Panowie się znają ponad trzydzieści lat. - Fotonova/Tomasz Wierzejski

Jarosław Kaczyński kiedyś pozostawał w serdecznych relacjach z Donaldem Tuskiem. Panowie się znają ponad trzydzieści lat. - Fotonova/Tomasz Wierzejski

Nowa nomenklatura ma dzisiaj twarz polskiego inteligenta. Dla niej nie liczą się przekonania, czy wyznawane wartości tylko pieniądze i władza. Większości z nas inteligent kojarzy się z opozycjonistą w wytartym swetrze, na pierwszym froncie walki z komuną. Tak właśnie inteligencja chce być postrzegana. Ofiarna, bezinteresowna, walczącą za kraj, niosąc kaganek oświaty i modernizacji. Sama nazwa wzbudza skojarzenia z osobami inteligentnymi, dobrze wykształconymi i wychowanymi. I to już powinno wzbudzić nasze podejrzenia. Prawdziwa władza zawsze woli pozostać w ukryciu. Swoją pozycje społeczną inteligencja uzasadnia swoim wykształceniem, dobrym manierami i specjalną społeczną misją. Jej rolą jest obrona chrześcijańskich i zachodnich (oczywiście definiowanych w bardzo szczególny sposób) wartości. W rzeczywistości inteligencja jest jednym z głównych bastionów kołtunerii, konformizmu i rozsiewnikiem klasowej pogardy, która zatruwa nasz kraj. Już w latach trzydziestych na ten rozdźwięk między nazwą a rzeczywistością zwracał uwagę Zygmunt Łempicki: „tzw. inteligencja wykazuje przeważnie znikomy stopień́ inteligencji, ale opierając się na prawach zdobytych na zasadzie dyplomu, uważa się za uprawnioną do zabierania głosu w różnych sprawach. Stanowi ona warstwę̨ pod względem umysłowym dosyć jałową i mało płodną.”

Diagnoza ta jest aktualna po osiemdziesięciu latach. Wystarczy spojrzeć na uznawane za główne bastiony inteligencji pola działalności: uniwersytety, media, politykę i zawody prawnicze. Polskie uniwersytety oferują niską jakość nauczania i przypominają w strukturze zarządzania folwark. Od dawna nie są miejscem krytycznej debaty. Propozycja radykalnego ograniczenia uniwersyteckiej autonomii spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem przez rektorów.

Uniwersytety przypominają dzisiaj bardziej prywatne folwarki rektorów i ich akolitów niż oazy demokratycznego i wolnego myślenia. Rektor UW Pałys publicznie wzywał do bojkotu Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej, która krytykuje brak demokracji na Uniwersytecie Warszawskim. Jego słowa nie spotkały się z profesury. - Fot. PAP/Radek Pietruszka  Jako socjolog z wykształcenia nie mogę przejść do porządku dziennego nad tym, że socjologowie nie zauważyli, nie przewidzieli i nie opisali żadnego z najważniejszych problemów społecznych ostatniego trzydziestolecia. Tak było z ogromną emigracją zarobkową, z inflacją dyplomów szkół wyższych, z dziką urbanizacją, reprywatyzacją, deregulacją rynku pracy, czy degradacją klasy pracującej po 1989 roku. Polski socjolog mógłby się potknąć o problem badawczy i go nie zauważyć.

Uniwersytety przypominają dzisiaj bardziej prywatne folwarki rektorów i ich akolitów niż oazy demokratycznego i wolnego myślenia. Rektor UW Pałys publicznie wzywał do bojkotu Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej, która krytykuje brak demokracji na Uniwersytecie Warszawskim. Jego słowa nie spotkały się z profesury. - Fot. PAP/Radek Pietruszka Jako socjolog z wykształcenia nie mogę przejść do porządku dziennego nad tym, że socjologowie nie zauważyli, nie przewidzieli i nie opisali żadnego z najważniejszych problemów społecznych ostatniego trzydziestolecia. Tak było z ogromną emigracją zarobkową, z inflacją dyplomów szkół wyższych, z dziką urbanizacją, reprywatyzacją, deregulacją rynku pracy, czy degradacją klasy pracującej po 1989 roku. Polski socjolog mógłby się potknąć o problem badawczy i go nie zauważyć.

Wydział socjologii mieście się tuż obok kamienicy przy Karowej 16 nielegalnie przejętej przez handlarzy roszczeniami reprywatyzacyjnymi. Przez lata trwał dramat lokatorów. W Instytucie Socjologii nie powstała żadna praca naukowa dotycząca problemu reprywatyzacji. 3jezyki.pl/pl/przedszkole-prywatne-warszawa/

Wydział socjologii mieście się tuż obok kamienicy przy Karowej 16 nielegalnie przejętej przez handlarzy roszczeniami reprywatyzacyjnymi. Przez lata trwał dramat lokatorów. W Instytucie Socjologii nie powstała żadna praca naukowa dotycząca problemu reprywatyzacji. 3jezyki.pl/pl/przedszkole-prywatne-warszawa/

Nie jest lepiej w innych naukach społecznych zdominowanych przez inteligencję. Media, z kilkoma chwalebnymi wyjątkami, w ciągu ostatnich kilku lat stały się narzędziem w rękach polityków. Przypominają bardziej partyjne biuletyny niż poważne źródła informacji. Proces ten zaczął się jednak na długo zanim Jacek Kurski został szefem TVP. Nikt nie protestował, gdy władze mediów publicznych za rządów PO przeniosły setki pracowników na umowy śmieciowe. Wśród zawodów prawniczych też nie jest wesoło. Były szef Okręgowej Rady Adwokackiej jest dzisiaj w areszcie razem z kilkoma innymi znanymi adwokatami zamieszanymi w aferę reprywatyzacyjną. Został wybrany szefem ORA pomimo tego, że o jego nieetycznym zachowaniu i udziale w aferalnej reprywatyzacji powiadomiła na pierwszej stronie Gazeta Stołeczna. Środowisko prawnicze miało świadomość, że większość zwrotów nieruchomości opierało się na łamaniu prawa i konstytucji. Pomimo tego przez lata milczało i biernie się przypatrywało dramatowi dziesiątek tysięcy ludzi. Do dzisiaj Naczelna Rada Adwokacka i Okręgowa Rada Adwokacka nie rozliczyły się w żaden sposób z udziału dziesiątek adwokatów w nielegalnym procederze oraz nie podjęło kroków, żeby takie zachowania wyeliminować w przyszłości. To samo dotyczy nieuczciwych notariuszy i radców prawnych.

Najgorzej jest oczywiście z politykami. W obecnej kadencji Sejmu większość posłów wywodzi się z inteligencji. Znajdziemy na Wiejskiej 58 posłów, którzy z zawodu są wykładowcami albo nauczycielami, 47 ekonomistami, 22 politologami, 15 lekarzy, 10 dziennikarzy. W ławach sejmowych zasiada tylko kilku inżynierów i przedsiębiorców. Niewielu jest też zawodowych urzędników. Żaden z posłów w rubryce zawód nie wpisał robotnik, pracownik najemny. Liderem partii opozycyjnych jest doktor matematyki Katarzyna Lubnauer, oraz lider Niezależnego Zrzeszenia Studentów Grzegorz Schetyna. Nawet Polskie Stronnictwo Ludowe odstawiło na bok wąsatych rolników i szefem partii jest z wykształcenia lekarz Władysław Kosiniak Kamysz. Wyjątkiem od tej reguły jest Paweł Kukiz, ale nawet on na wicemarszałka sejmu ze swojego ugrupowania wyznaczył Stanisława Tyszkę prawnika i nauczyciela akademickiego. „Dokonań” naszej klasy politycznej nie trzeba specjalnie opisywać. Koń jaki jest każdy widzi.

Inteligencja dzierży stery rządów i jest najważniejszym składnikiem polskiej elity. Jak to się stało? Warstwa ta potrafi się przystosować do każdych warunków i przez lata utrzymywała się na powierzchni stosując różne metody i strategię działania. Nie podzieliła losów mieszczaństwa, burżuazji i arystokracji, które zniknęły w zawierusze wojennej. W 1945 roku zaczął się pochód inteligencji do władzy. Jej hegemoniczna pozycja została potwierdzona ustaleniami Okrągłego Stołu, które podzieliły wpływy w kraju między peerelowską nomenklaturę a inteligencje wykluczając z politycznego porozumienia robotników i chłopów. Od 1989 roku inteligencja niepodzielnie włada i zatruwa wyobraźnie Polaków.

Nomenklatura podzieliła się z inteligencją władzą i stała się częścią tej warstwy.

Nomenklatura podzieliła się z inteligencją władzą i stała się częścią tej warstwy.

Członków byłej nomenklatury komunistycznej możemy znaleźć również wśród prawicowej inteligencji. Na zdjęciach komunistyczny sędzia Kryże, wiceminister sprawiedliwości za pierwszych rządów PiSu oraz Stanisław Piotrowicz komunistyczny prokurator, obecnie poseł PiS. - Agencja Gazeta

Członków byłej nomenklatury komunistycznej możemy znaleźć również wśród prawicowej inteligencji. Na zdjęciach komunistyczny sędzia Kryże, wiceminister sprawiedliwości za pierwszych rządów PiSu oraz Stanisław Piotrowicz komunistyczny prokurator, obecnie poseł PiS. - Agencja Gazeta

Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Inteligencja stosuje kilka metod, które mają uprawomocnić jej dominującą pozycję w społeczeństwie. Nie jest to warstwa specjalnie płodna intelektualnie, pracowita przedsiębiorcza, czy cechująca się poszanowaniem prawa. Jak więc uzasadnić swoją pozycję społeczną? Odwołując się do pragnień i aspiracji Polaków, które sama w dużej mierze kształtuje. Jest jedynym wzorcem kulturowym dla milionów aspirujących Polaków. Polacy głosują na inteligentów, bo widzą w nich spełnienie swoich aspiracji. Tej roli nie pełnią polscy przedsiębiorcy, urzędnicy państwowi, ani mieszczaństwo.

Skąd pochodzi inteligencja? Urodziła się na folwarku. Uciekła z niego nie z własnej woli. Folwark zbankrutował, gdy zaborcy zlikwidowali niewolnictwo chłopów. Wielcy posiadacze ziemscy poradzili sobie w nowych kapitalistycznych warunkach, średnia i drobna szlachta musiała uciekać do miast i miasteczek. Tam zajmowała stanowiska wymagające wykształcenia i znajomości. Likwidacja pańszczyzny odbyła się przy sprzeciwie większości polskiej szlachty. Większość elity nie uznawała dziewięćdziesięciu procent polskiego społeczeństwa za część wspólnoty narodowej. Niewiele się to do dzisiaj zmieniło. Inteligencja zabrała folwark ze sobą i stała się we współczesnej Polsce nośnikiem tej kultury. Warstwa ta okazała się odporna na warunki zmieniającego się świata. W III RP mogła rozwinąć skrzydła i wrócić do swoich korzeni.

Najważniejszą bronią w arsenale inteligenta jest dobre wychowanie i wykształcenie. Inteligencja zamieniła tytuły szlacheckie na tytuły naukowe. Kapitał kulturowy był jedynym, który nie ulegał zniszczeniu po kolejnych wojennych pożogach, gwałtownych zmianach ustrojowych i rewolucjach. Majątek można było stracić, ale to co się miało w głowie już nie. Kapitał kulturowy stał się rodzajem wehikułu, dzięki któremu inteligencja była w stanie sięgać́ w razie potrzeby po władzę i pieniądze. Na kapitał kulturowy składa się wykształcenie, ale też maniery, gust, znajomość́ konwencji towarzyskich, dzieł literackich, muzycznych czy artystycznych. I jako taki ma charakter w dużym stopniu dziedziczny. Autor jednej z najsłynniejszych prac krytycznych wymierzonych w inteligencję Józef Chałasiński widział w niej nową charakterystyczną, dla postfeudalnych społeczeństw, formę stanu szlacheckiego. Jego zdaniem kulturowe wzory i konwenanse stały się dla niej tym, czym dla arystokracji było herbowe pochodzenie. Również od szlachty inteligencja zaczerpnęła przekonanie o swojej wyjątkowej społecznej roli. Od XIX wieku inteligencja obsadzała się w roli tłumacza nowoczesności i strażnika narodywch wartości. Takie podejście – oprócz spokoju sumienia – zapewniało jej wysoki społeczny prestiż̇ i uprawomocniło jej roszczenie do władzy.

Fot. Andrzej Iwanczuk Reporter

Fot. Andrzej Iwanczuk Reporter

Fot. PAP

Fot. PAP

Fot. Damian Burzykowski Newspix

Fot. Damian Burzykowski Newspix

Ostentacyjna galanteria to element wyróżniający polskich polityków. <br> Fot. Damian Burzykowski Newspix

Ostentacyjna galanteria to element wyróżniający polskich polityków.
Fot. Damian Burzykowski Newspix

Socjolog Tomasz Zarycki przekonuje, że inteligencja jest jednym z kluczowych graczy w polu władzy. Większość́ publicznych debat ostatnich lat jest tak na prawdę̨ dyskusjami wewnątrz inteligencji:

Nasza polityka toczy się wokół sporów inteligenckich. Te wszystkie kwestie pomnikowe, muzealne, które bez końca wracają. To są spory dotyczące tego, który typ inteligenckości powinien by postawiony najwyżej. Kulturocentryczność polskiej polityki też pokazuje rolę inteligencji.

Podstawowy podział w polskiej polityce przebiega wedle podziału na „ludzi kulturalnych” i „niekulturalnych”. Dobrze wychowanych inteligentów i niewychowaną resztę. Unia Wolności, a później Platforma Obywatelska, wykorzystywała go do dezawuowania swoich przeciwników. Zwolennicy Samoobrony byli nazywani „burakami”, a Prawa i Sprawiedliwości – „moherowymi beretami”. Z ust przeciwników padały określania: „wykształciuchy”, „łże elity” i reprezentanci „salonu”.

„Polska składa się z dwóch narodów: chłopów i szlachty” –Jacques-Henri Bernardin de Saint-Pierre

Polski inteligent czuje się lepszy od swoich współobywateli, namaszczony do rządzenia i wydawania opinii na najróżniejsze tematy. Podział na lepszą i gorszą część polskiego społeczeństwa ma wybitnie rasistowski rodowód. Czołowy przedstawiciel antropologii psychicznej prof. dr L. Jaxa-Bykowski w międzywojniu przeprowadzał badania rasowej młodzieży gimnazjalnej: Najliczniej występuje rasa sarmacka (subnordyczna) na ogół wszechstronnie i wybitnie uzdolniona, która te nadaje swoje piętno typowe ogółowi młodzieży gimnazjalnej i całej inteligencji polskiej. (...) Typ sarmacki jak ongiś wśród gminu szlacheckiego, tak dziś przeważa wśród naszej inteligencji.

Rasę sarmacką przedwojenni antropologie charakteryzowali w następujący sposób: _Typ sarmacki tedy, jak ongiś wśród gminu szlacheckiego, tak dziś przeważa wśród naszej inteligencji bez względu na terytorja, on też głównie daje podstawę dla charakterystyki tak fizycznej, jak psychologicznej Polaków wogóle, tem więcej, że dzięki swej żywości usposobienia rzuca się bardziej w oczy, porywa też innych, a przy swej ruchliwości częsciej jawi się wśród obcych. (…) Dzisiaj formująca się inteligencja upodabnia się do dawnej warstwy drobnoszlacheckiej, _

Jeden z najbardziej znanych polskich antropologów profesor Jan Czekanowski również dostrzegał w inteligencji osobną rasę możemy przypuszczać, że tworzona przez szkoły nowa inteligencja co do swego składu rasowego stanowi formację bardzo podobną do warstwy szlacheckiej. Kolejny czołowy przedstawiciel polskiej szkoły antropoligicznej Krzysztof Stojanowski dał następujący opis rasy sarmackiej:_Typ ten cechuje wysoki wzrost, krókogłowość, jasne włosy, jasne dość często o zielonkowym odcieniu oczy i szeroka twarz. Antropolog Bolesław Rosiński dodaje jeszcze do charakterystyki fizycznej rasy inteligenckiej opis nosa: wysoki, jasnowłowy i jasnookoi krótkogłowiec o twarzy krótkiej, nosie szerokawym, falistym. Opisowi fizycznemu towarzyszy rozbudowany opis psychologiczny: Posiada umysł niespokojny. Jest stale niezadowolony ze stanu posiadania, jednak w dążeniach do zmian na przyszłość cechuje go optymizm. Charakter ma nierówny i dochodzi do celu głównie, ażeby zaspokoić swoją ambicję, która w nim jest bardzo rozwinięta. Jest wrażliwy na współzawodnictwo. Poza tem jest bardzo uczuciowy, choć wybredny. W zetknięciu jest miły. Reaguje silniej na uczynione mu dobro aniżeli zło. _

Rasa sarmacka jest przeciwieństwem rasy chłopskiej. Typ presłowiański to typ:niski, barczysty, ciemnowłosy (szatyn) i ciemnooki o głowie pośredniej pomiędzy długo - i krótkogłowością, twarzy szerokiej, nosie szerokim, często zadartym (...) Jest pod względem umysłowym mało ruchliwy, zamknięty w sobie, nieśmiały w wypowiadaniu swojego zdania i w okazywaniu swoich uczuć, o ile nie jest rozdrażniony; bardziej pamięta krzywdę wyrządzoną aniżeli dobro uczynione. Poza tem jest bardziej namiętny. Profesor Jaxa-Bykowski dodawał: Typ presłowiański zajmuje stanowisko wyjątkowe, odmienne od wszystkich pozostałych. Mimo, że wśród szerokich warstw w niektórych dzielnicach jest obficie reprezentowany, w gimnazjach występuje dość skąpo, a co więcej cofa się ilościowo w miarę postępu klas. Pozostaje to w związku z małymi na ogół uzdolnieniami intelektualnymi. (…) Dlatego tak obficie rasa ta jest reprezentowana wśród warstw robotników, zwłaszcza w zawodach wymagających znacznych sił fizycznych, gdzie natomiast wartości intelektualne nie mają większego znaczenia.

null

Przed wojną część środowiska akademickiego uważało inteligencję za członków rasy sarmackiej - czyli połączenia rasy nordyckiej i laponoidalnej. Inteligencja była traktowana jako potomek stanu szlacheckiego. Zdjęcia: Czekanowski J., Człowiek, jego rasy i życie, 1939

Przed wojną część środowiska akademickiego uważało inteligencję za członków rasy sarmackiej - czyli połączenia rasy nordyckiej i laponoidalnej. Inteligencja była traktowana jako potomek stanu szlacheckiego. Zdjęcia: Czekanowski J., Człowiek, jego rasy i życie, 1939

„Ciemny lud wszystko kupi”

Historia pogardy do ciemnego ludu, który wszystko kupi jak widać sięga znacznie głębiej niż słynna wypowiedź Jacka Kurskiego. Pogarda inteligenckiej elity do większości Polaków jest powracającym motywem, który nasilił się po wygraniu wyborów przez Prawo i Sprawiedliwość. Pisarz Janusz Rudnicki w wywiadzie dla Newsweeka mówił wprost: Lud nas tak urządził. Prosty lud polski i odłamy jakiejś krzywej polskiej inteligencji, robiącej mu populistyczną laskę. (…) On głosował tak, jakby kraj był rzeczywiście w ruinie i nędzy. Wychodzi na to, że im lepiej, tym gorzej dla tej masy. Machnęli jej pięćsetką przed nosem, wrzucili do urny wyborczej ten ochłap i krzyknęli: aport! I po nas. (…) Lud ma mentalność prowincjonalnego taksówkarza. Wygląd zresztą też. Mistrzowie Polski w jęczeniu, coraz gorzej, panie, no coraz gorzej... Kierowcy własnego nieszczęścia, Tak, ja, polski inteligent, odcinam się od polskiego ludu. On ciągle jeszcze nie przejrzał na te kaprawe ślepia, bo jak wytłumaczyć tak wysokie wciąż notowania PiS w sondażach? Już mi się nie chce udawać, żeśmy jak równy z równym. Mam go gdzieś i wolno mi, ponieważ on mnie, inteligenta, ma jeszcze głębiej gdzieś. Jakiś kompletny rozbrat, nie mamy nie wspólnego oprócz wspól­nego języka, a i ten tak nas różni, że się właściwie nie rozumiemy.

Rudnickiemu wtórował profesor Mikołejko, który przyczyn upadku rządu PO-PSL też upatrywał w „rewolucji chamów”: Sukces Jarosława Kaczyńskiego polega na tym, że zawarł on sojusz z chamem. Świadomie używam tej lekceważącej formuły, ponieważ Edek nie zasługuje na szacunek. Edek po prostu nie szanuje drugiego człowieka i zagarnia jego wolność.

Jan Hartman pisał w „Polityce”, że Polska stała się ofiarą „rewolucji prostych ludzi”. Hartman zarzuca Kaczyńskiemu zdradę własnej kasty. Kaczyński, żeby zdobyć władzę porzucił inteligencję i zawiązał sojusz z gminem:Wystarczyło 19 proc. dorosłych Polaków, na ogół prostych ludzi z małych miejscowości, nierozumiejących państwa i z dziada pradziada w chłopskim odruchu nienawidzących rządu, aby dyktatorska władza wpadła w ręce Kaczyńskiego.

Program 500+ jest traktowany przez część liberalnej inteligencji jako forma korupcji ludu przez odłam inteligencji, który zdradził interesy własnej klasy. Filozofka Magdalena Środa załamywała ręce nad tym niezrozumiałym ruchem:gdy dostaną [beneficjenci programu 500+] pomoc, nie kupują łóżek [dla dzieci] tylko piją. PiS-owi z jakiś powodów zależy na takich rodzinach i takich dzieciach.

Przekonanie o tym, że bieda i alkoholizm to jedno i to samo został skonstruowany przez szlachtę wraz z narastaniem presji na emancypację chłopów. Honore de Balzac słynny francuski pisarz pod koniec życia ożenił się z Polką córką ziemianina z Ukrainy. Pod wpływem polskiej arystokracji pisał w 1847 roku:

Okrutna ciemnota – oto cecha chłopów. Są sprytni, przebiegli, ale trzeba wieków, żeby ich oświecić. Słowa o wolności kojarzą im się podobnie jak Murzynom, z tym, że nie będą więcej pracować. Byłby to upadek cesarstwa, które posłuszeństwem stoi… gdyby byli wolni, trzeba by zmierzyć się ze straszną chorobą, jaką jest chłopskie pijaństwo. Obecnie chłopi marzą zarobieniu pieniędzy tylko po to aby zapić się gorzałką, Wyszynk wódki jest jednym z podstawowych źródeł dochodu ziemian, którzy odzyskują w ten sposób wszystkie pieniądze, które wcześniej dali chłopom. Zatem dla chłopów słowo wolność oznacza swobodę upijania się. Jakież opłakane byłyby tego skutki!

W obecnej dyskusji nad sytuacją Polski i przyczynami sukcesu PiSu pomija się rolę polskich elit. Uwaga badaczy skupia się na “ludzie”. Badacze pochylają się nad badanymi często tak jak antropologowie badali dzikie plemiona w Amazonii. Nic dziwnego, że nie zauważają wielu procesów i zjawisk społecznych. Przewodnikiem w naszych rozważań powinna być historia. Polska inteligencja powinna spojrzeć w lustro. Przyznać się, że nie przerobiła swojej historii, że ciągle żyje mentalnie w feudalizmie. Nie pomoże zarzekanie się, że za wszystkie patologie odpowiada ciemny lud, ewentualnie elita, która zdradziła inteligencje i przekupiła lud za program 500+. III RP jest dzieckiem inteligencji. To ona miała największy wpływ na transformację. Inteligenckie elity walcząc o wolność walczyła o wolność do realizacji własnych aspiracji. Społeczeństwo było przedmiotem a nie podmiotem polityki. Lud nic nie rozumiał i powinien słuchać mądrzejszych od siebie. Tak pozostało do dzisiaj.

Jeśli historia ma być drogowskazem na przyszłość powinniśmy się zacząć bać. Rządy szlachty i inteligencji nie przyniosły w ciągu ostatnich trzystu lat dla naszego państwa nic dobrego.

Powrót do artykułów