Pomnik katastrofy smoleńskiej staje się symbolem państwa z kartonu i wojny polsko-polskiej.

Pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej, czyli jak skłócić Polaków.

Pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej powinien już dawno temu powstać w Warszawie. Powinien powstać, bo po prostu bardzo wielu Polakom na tym zależy, Lech Kaczyński był prezydentem Warszawy i Polski. W katastrofie zginęli najważniejsi ludzie w Polsce, zginęli w trakcie wypełniania swoich obowiązków.

Dzisiaj pomnik stał się użytecznym narzędziem walki politycznej dla obu stron wojny polsko-polskiej. PO zaczęła tę wojnę, a PiS ochoczo do niej przystąpił. Obu partiom się ten spór opłaca.

Pomnik powinien moim zdaniem spełniać trzy warunki:

- łączyć Polaków i budować pamięć o tych, którzy zginęli

- być estetyczny i nieburzący zabytkowej tkanki tej części miasta

- budzić refleksję na temat powodów katastrofy

O to, żeby Polaków pomnik nie łączył, ale dzielił zadbała warszawska Platforma Obywatelska. W 2012 roku Prawo i Sprawiedliwość wystąpiło o publiczne wysłuchanie w sprawie budowy pomnika świateł. Prosty pomysł wbudowania w chodnik przed Pałacem Prezydenckim świateł, które miały symbolizować każdego kto zginął. Mi osobiście się podobał swoją lekkością i subtelną ingerencją w przestrzeń miasta. Odpowiedzią PO i jej akolitów był brutalny i cyniczny atak.

Wtedy zabrał głos SLD pozostający w koalicji z Platformą Obywatelską w radzie miasta. Jak czytamy w tekście z Gazety Stołecznej: "atak przeprowadził SLD, który do sporu z PiS wystawił swojego "komandosa", radnego Andrzeja Golimonta. Ten zaczął od stwierdzenia, że "to już było, za III Rzeszy", po czym nawiązał do koncepcji Alberta Speera, od lat 30. ubiegłego wieku głównego architekta Hitlera ("katedra światła" projektu Spiera to setki reflektorów lotniczych skierowanych w niebo). - Część rodzin ofiar wyraziła się, że takiego czczenia faszystowskimi pomysłami sobie nie życzy - przypomniał. - Poza wszystkim istnieje negatywna opinia konserwatora zabytków. Więc niczego tam nie zbudujecie."

Nazistowskie inspiracje wytykała również Hanna Gronkiewicz-Waltz. W 2015 roku pokazała w TVN24 wizualizacje pomnika świateł i instalacje nazistów z Norymbergi: "Tak wyglądał pomnik światła w 1937 roku w Norymberdze, kiedy był zjazd NSDAP. Ja bym nie chciała, żeby tak samo wyglądał pomnik światła ofiar katastrofy smoleńskiej. Tu jeszcze są całe rzesze nazistów przy pomniku światła."

Platforma blokując budowę pomnika zastawiła na PiS sidła. Dzisiaj to PiS łamie przepisy budowlane, nie konsultując z nikim stawia pomnik. I teraz przechodzimy do punktu drugiego. Pomnik burzy już i tak zniszczoną kompozycję placu Piłsudskiego. Wcześniejsza biurowiec Metropolitan zasłonił Teatr Wielki i urbanistycznie zabił Trębacką. Hanna Gronkiewicz-Waltz dorzuciła swoje wydając pozwolenie na rozprucie Hotelu Europejskiego i dobudowę trzech kondygnacji. Wygląda to dzisiaj jak gigantyczna szklarnia dla nowobogackich. Teraz pomnik ma konkurować z kolejnymi pomnikami Nieznanego Żołnierza i mszy odprawionej przez Papieża Jana Pawła Drugiego. Do tego ma dojść trzeci pomnik Lecha Kaczyńskiego od strony Domu Bez Kantów. Robi się prawdziwy park pomnikowy! Kolejna władza przyjdzie i postawi tam kolejny pomnik. I tak bez końca.

Trzecia sprawa: pomnik zamiast być refleksją na temat państwa z kartonu i wojny polsko-polskiej, które były powodem katastrofy staje się sama niechcący pomnikiem tego państwa. Pomnikiem pogardy dla ładu urbanistycznego, dla przepisów budowlanych, dla dialogu społecznego. Platforma zaczęła tę wojnę a PiS ochoczo do niej przystąpił. Zamienił pamięć o katastrofie w oręż walki politycznej. Jest to strasznie smutne. Dlatego na żadne uroczystości jutro się nie wybieram. Mam nadzieję, że przyjdzie taki czas, że pamięć o katastrofie smoleńskiej będzie łączyć, a prezydent Lech Kaczyński będzie miał w Polsce zamiast tysięcy pomników, kilka dobrych bibliotek publicznych i programów stypendialnych noszących jego imię.

Powrót do artykułów